Kolejny już raz Społeczny Komitet Ratowania Łarpi upomniał się o rzekę, manifestując swoje niezadowolenie z "naprawy" Łarpi. Dzisiaj (15 czerwca) przed biurowcem Grupy Azoty "Polyolefins" odbyła się akcja "To nasza rzeka a nie wasz śmietnik". Protestujący maszerowali z transparentami  i jeździli samochodami – ciągnąc na przyczepach łódki i kajaki.


POLUB NAS #wirtualnepolice   


- Społeczny Komitet Ratowania Łarpi nie powstał przypadkowo. To jest efekt tego wszystkiego co wydarzyło się po katastrofie budowlanej, która miała miejsce połowie grudnia ubiegłego roku. I mimo naszych pierwszych bardzo dobrze zapowiadających się rozmów z firmą Hyundai, który jest sprawcą tego całego nieszczęścia, a które miało miejsce na rzece Łarpi, bardzo szybko okazało się, że firma poprzestała na słowach, jedynie na słowach – mówił Artur Zagórski.

Jak mówią przedstawiciele Społecznego Komitetu Ratowania Łarpi, w wyniku katastrofy budowlanej doszło do szkody środowiskowej.

- Łarpia nie przypomina rzeki, którą znaliśmy, po której pływaliśmy – mówił Artur Zagórski. – Straciła swoją żeglowność.

Żeby można było rozpocząć sezon żeglarski, firma Hyundai Engineering wytyczyła tymczasowy tor wodny. Podczas wizji lokalnej, na którą zaproszono dziennikarzy okazało się, że nie wszystkie jednostki cumujące na Łarpi mogą wypłynąć na Odrę. Stąd też protest wodniaków skupionych wokół Łarpi.

- Celem naszych działań jest to, żeby rzeka wróciła do swojego stanu sprzed katastrofy budowlanej i sprzed szkody środowiskowej – mówił Artur Zagórski.

Jak podkreślają społecznicy Hyundai przestał z nimi rozmawiać.

- Złożyliśmy 8 postulatów. Z tych postulatów na razie został częściowo spełniony tylko jeden czyli wytyczono szlak – mówił A. Zagórski. - Nie ma mowy o rozmowach na temat następnych postulatów.

Pozostałe postulaty dotyczą przywrócenia rzeki do stanu sprzed katastrofy, oraz zabezpieczenia Łarpi przed wystąpieniem kolejnych takich zdarzeń.

W ramach protestu społecznicy maszerowali wokół parkingu przy ul. Kuźnickiej a następnie przeszli ulicą Jasienicką do ronda. W tym samym czasie samochody z przyczepami, na których znajdowały się łódki i kajaki spowalniały ruch najpierw na ulicy Kuźnickiej a następnie na Jasienickiej. Do akcji przyłączyli się również ratownicy WOPR, którzy swoją bazę mają przy Łarpi. Policja na czas protestu zamknęła ulicę Jasienicką i kierowała samochody objazdem.

- To przykre, że tak jesteśmy lekceważeni. Jesteśmy oburzeni całym postępowaniem. Robimy co możemy – mówił Artur Zagórski w imieniu Społecznego Komitetu Ratowania Łarpi. – Nie pozwolimy na to, żeby Hyundai zakończył prace w taki sposób. Będziemy robili wszystko, żeby o sobie przypominać i doprowadzić do tego, żeby nasza rzeka wróciła do takiego stanu jaka była przed katastrofą budowlaną i katastrofą środowiskową.